009.

 


Nieśmiało wracam do przebieżek. Nie będą tu ani spektakularne dystanse ani tempo, ale od czegoś trzeba zacząć. Zęby (a raczej szczęka, a raczej podniebienie) mnie dalej napierdalają i zniechęcają do życia. Dentysta powiedział, że nic tutaj nie widzi, a mnie nie dość, że boli, to jeszcze dostałam mega nadwrażliwości. Pozostaje czekać na przypływ gotówki - łatwo nie będzie, bo w lipcu mam ślub - i wtedy dalej diagnozować, zrobić zdjęcie, przejść się do kogoś prywatnie...urwa mać. 

Dzisiaj w bilansie: pół miski fasolki po bretońsku (z chudą kiełbasą) i serek wiejski z dwoma piętkami ciemnego chleba oraz połową ogórka szklarniowego. Wodę piję przez słomkę, żeby nie napierdalało.

Przez ten ból jestem udepresyjniona.

Komentarze

Popularne posty